Karol Wojtyła w anegdotach - I

Egzaminator.

Kiedyś pociąg, którym jechał wykładowca KUL, ksiądz Karol Wojtyła, spóźnił się. Czekający na egzamin studenci - wobec braku egzaminatora - rozeszli się. Pozostał tylko jeden ksiądz, który nie znał Wojtyły - nie chodził na jego wykłady, a do egzaminu przygotowywał się z pożyczonych notatek. Po dwóch godzinach wpadł niewiele starszy od zdającego, zziajany Wojtyła. Ksiądz student, ucieszony, że nie będzie sam zdawał, zapytał:
- Stary, ty też na egzamin?
- Na egzamin - przytaknął ksiądz Wojtyła.
- Facet się spóźnia, wszyscy się rozeszli, a ja czekam, bo muszę zdawać dzisiaj - wyjaśnił student.
- A co nie znasz Wojtyły? - zapytał nowoprzybyły.
- Nie, to podobno nudny facet, nie chodziłem na jego wykłady, mówili, że bardzo abstrakcyjne i bardzo trudne - tłumaczył student.
Od słowa do słowa rozmowa przekształciła się w... powtórkę materiału. Wojtyła pytał, słuchał i tak jasno tłumaczył zawiłe problemy filozoficzne, że student powiedział w pewnym momencie:
- Stary, jaki ty jesteś obkuty! Proszę cię, kiedy przyjdzie ksiądz profesor, nie wchodź przede mną na egzamin, bo po tobie na pewno obleję.
Jakież było jego przerażenie, kiedy usłyszał:
- Daj indeks, jestem Wojtyła.
Ksiądz zdał na czwórkę z plusem - wspomina ówczesna studentka, Krystyna Sajdok.

Wikary z Niegowici

Po powrocie z zagranicy, w roku 1948 młody ksiądz doktor został skierowany do pracy w wiejskiej parafii Niegowić. Pisze Tadeusz Kudliński, teatrolog, przyjaciel Karola z czasów okupacji: Po dwu latach nieobecności w kraju powrócił ksiądz Wojtyła i zjawił się u mnie - już z piętnem wielkoświatowego obycia. Zapytałem gościa o pełnioną przez niego aktualnie funkcję, sądząc, że będzie rangi kurialnej wobec dotychczasowych preferencji.
- Ale gdzież - zaśmiał się ksiądz Wojtyła. - Mam nominację na wikarego w Niegowici.
- W Niegowici? A gdzie to?
- Koło Wieliczki.
- Wiocha?
- Tak, wioska. Trzeba zaczynać od dołu.
Stanisław Wyporek: Był człowiekiem skromnym. Będąc wiele razy w jego mieszkaniu w Niegowici, widziałem, jak mieszka. Nie miał nawet poduszki pod głowę. Nosił wtedy na sutannie taki wełniany kubrak, który służył mu także jako poduszka. Kiedy powiedziałem kobietom z Rodziny Różańcowej o tej kubrakowi - poduszkowej sprawie, zawstydziły się pewnie trochę, bo zaraz przyniosły na wikarówkę poduchę. Nie miał jej jednak, o ile pamiętam, zbyt długo. Tamtej zimy spaliło się w parafii jakieś gospodarstwo. Ludzie zostali bez dachu nad głową. Podobno ksiądz Karol oddał im wtedy tę swoją poduszkę.

Wizytator.

W trakcie jednej z wizytacji parafialnych biskupa Wojtyłę witał mały chłopiec, który mówił tak cicho, że biskup poprosił go, by postarał się mówić nieco głośniej, bo nic nie słyszy. Wtedy chłopak krzyknął gromkim głosem: "Jak nie słyszysz, to się nachyl!".
Wojtyła posłuchał. A kiedy przyszedł czas na homilię, powiedział: "Jeden z najmłodszych przedstawicieli waszej wspólnoty parafialnej przypomniał mi, że mam się nachylić, aby usłyszeć to, co chcecie mi powiedzieć. Otóż ja, moim posługiwaniem pasterskim właśnie pochylam się nad wami...".

Wikary.

Opowiada Tadeusz Kudliński: Zastałem go na stanowisku wikarego w kościele Najświętszej Marii Panny. Proboszczem - infułatem w tej "katedrze mieszczańskiej" był ksiądz Ferdynand Machay. Tenże opowiadał mi, że jego nowy wikary zyskał sobie niezwykłą popularność wśród parafian.
- Niech Pan sobie wyobrazi - perorował mój dawny proboszcz, weredyk - jestem u siebie w zakrystii, ktoś puka, uchyla drzwi i zapytuje ciszkiem: czy jest ksiądz Wojtyła? Odpowiadam, że nie ma. Za chwilę puka drugi typ z tym samym zapytaniem, potem trzeci i piąty. Wszyscy pytają tylko o Wojtyłę. A cóż u Boga Ojca! - wołam za którymś tam razem - ciągle tylko Wojtyła i Wojtyła! Jakby tu mnie nie było! Proboszcza!

Dzielił się z biedakami...

W sierpniu 1944 roku, ze względów bezpieczeństwa, wszyscy klerycy tajnego seminarium zamieszkali w pałacu arcybiskupim. Mówi ksiądz Franciszek Konieczny, wówczas jeden z kleryków: Patrzyliśmy codziennie na kolejki biedaków gromadzących się przed poczekalnią u pana Franciszka, chcących uzyskać pozwolenie na "posłuchanie" u księcia metropolity. Po jakimś czasie zaczęła się też gromadzić "bieda krakowska" pod drzwiami naszego mieszkania - konkretnie domagano się przywołania księdza Wojtyły. Pamiętam, jak zapukał do naszego pokoju mężczyzna i poprosił o przywołanie księdza Karola. Ten podszedł do proszącego, rozmawiał z nim na korytarzu. Wraca do siebie. Schyla się i z walizeczki, znajdującej się pod łóżkiem, zabiera sweter, kryjąc go pod sutanną. Wychodzi i zaraz wraca, już bez widocznego poprzednio "uwypuklenia". Oddał biedakowi swój nowiutki sweter, który dopiero wczoraj otrzymał od pana Kotlarczyka. Sam marzł i dygotał z zimna. Nie wiem, skąd brał i czym obdzielał. Ale często przychodzili ludzie i pytali o niego. Dzielił się z biedakami, czym mógł.

Gęś

Kiedy młody ksiądz Wojtyła przechodził z Niegowici na nową posadę wikariusza do parafii św. Floriana w Krakowie, proboszcz oraz gospodyni poradzili, aby zabrał ze sobą tłustą gęś jako prezent dla tamtejszych duszpasterzy. Przy panujących w latach pięćdziesiątych trudnościach aprowizacyjnych suty obiad miał być dobrym wstępem do współpracy. Kiedy ksiądz Wojtyła opuszczał Niegowić, jego skromny dorobek, na który składała się jedna walizka, kilka kartonów z książkami i pierzyna, oraz wspomniana gęś, załadowano na furę, powożoną przez gospodynię. W czasie podróży gęś zachowywała się spokojnie. Kiedy jednak koń zatrzymał się przed plebanią św. Floriana, ptak zaczął się szamotać co sił i gęgać wniebogłosy. Zdjęto z wozu bagaż, a coraz bardziej rozwrzeszczaną gęś sam ksiądz Wojtyła wziął na ręce. I oto bezwstydne stworzenie pobrudziło młodemu profesorowi sutannę od góry do dołu. Ksiądz Wojtyła zafrasował się mocno, miał bowiem tylko jedną sutannę. Gospodyni zawołała na to wesoło: "Księże Karolu, to jest bardzo dobry omen! Zobaczy ksiądz, że w Krakowie spotka go wielkie szczęście!".

Duszpasterz akademicki

W krakowskiej parafii św. Floriana narodziło się niekonwencjonalne duszpasterstwo akademickie prowadzone przez księdza Wojtyłę, którego studenci nazywali Wujkiem.
Zaczęło się od dwóch dziewczyn, Teresy i Zosi. Obie bardzo chciały, żeby u świętego Floriana powstało duszpasterstwo akademickie. Ale kto ma je prowadzić? Jak znaleźć księdza: duszpasterza, ojca i przyjaciela? Na te pytania nie znały jeszcze odpowiedzi. I kiedy tak siedziały w kościele po zakończonej właśnie mszy świętej, zobaczyły nagle księdza Wojtyłę: "Szedł lekko pochylony, tak że niesforny kosmyk włosów opadał mu na czoło. W jego twarzy była jakaś nieobecność, jakby był >>w środku<<, choć widział wszystko, co go otacza".
"Ale wówczas - wspomina Zofia Lubertowicz - zafascynowało nas nie tylko to, co emanowało z jego postaci, ale coś prostszego, coś, co kontrastowało w wyglądzie zewnętrznym z sylwetką innych świeżo upieczonych księży. Ich wypielęgnowany wygląd, nienaganna fryzura, sutanna spod igły i nieskazitelnie, nawet od spodu wyczyszczone buty budziły wątpliwość, czy w takich butach można dotrzeć przez często brudne lub zabłocone ulice do tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Tymczasem idący przez kościół ksiądz miał mocno sfatygowaną sutannę, nawet z dyskretną łatą od dołu, i jeszcze bardziej sfatygowane buty... Te buty powiedziały nam więcej o młodym wikarym niż jego starannie przygotowane kazanie, którego wysłuchałyśmy w najbliższą niedzielę. Spojrzałyśmy na siebie i... już wiedziałyśmy. Mamy akademickiego duszpasterza!".

Czerwone skarpetki... dla Karola Kardynała Wojtyły

W 1967 roku arcybiskup metropolita krakowski został mianowany kardynałem. W drodze do Rzymu arcybiskupowi Wojtyle towarzyszył wówczas ksiądz Tadeusz Pieronek. Wspomina on, że - kiedy jechali już samochodem do Watykanu - Wojtyła, ubrany w strój kardynalski, przypomniał sobie nagle, iż nie ma... czerwonych skarpetek. Zatrzymali się przy sklepie oferującym "wszystko dla księży", ale tu czerwonych skarpetek nie było; zostały wykupione - najprawdopodobniej przez innych kardynałów. Pieronek pytał o nie jeszcze w dwóch innych sklepach. Bezskutecznie...
Ponieważ przejeżdżali akurat obok mieszkania księdza Deskura, który miał za sąsiadów kilku kardynałów, ksiądz Pieronek udał się do niego z nadzieją, że uda mu się pożyczyć nieszczęsne skarpetki. Drzwi otworzyła zakonnica, która - jak się okazało - dopiero co oddała ostatnią parę jednemu z purpuratów.
Tak więc kardynał Wojtyła odbierał czerwony biret w stroju niekompletnym z punktu widzenia kościelnej etykiety.
Kiedy po uroczystości wychodzili z Kaplicy Sykstyńskiej, Wojtyła zwrócił się do księdza Pieronka : "Wiesz, nie było tak źle. Oprócz mnie jeszcze dwóch kardynałów nie miało czerwonych skarpetek".

Uratował duszę dziecka

Do młodego księdza Wojtyły przyszła pani Jachowiczowa z Dąbrowy. Słyszała o nim wiele dobrego. Prosiła o chrzest dla kilkuletniego chłopca, wyznając w sekrecie, że jest to dziecko żydowskie. Matka chłopca, która zginęła w getcie krakowskim, przyniosła go do Jachowiczów, gdy miał trzy latka, i błagała, żeby ratowali dziecko. Obiecali to uczynić i ukrywali chłopca. Teraz, kiedy wojna się skończyła, uznali, że należy go ochrzcić.
Jednak ksiądz Wojtyła stanowczo im odmówił: chłopiec miał krewnych w Ameryce, a jego matka prosiła, żeby go do nich odesłać, jeśli ocaleje. Mały Hiller niedługo potem dotarł do rodziny za oceanem.
Jeden z rabinów usłyszawszy tę historię powiedział, iż ksiądz Wojtyła być może również dlatego został papieżem, że wówczas ocalił "niewinną duszę żydowską".

Przed konklawe

Parafia w Białej była ostatnią, którą kardynał Wojtyła wizytował tuż przed konklawe. Wspomina tamtejszy proboszcz, ksiądz Józef Sanak. "Po wyborze odwiedzili mnie kiedyś Amerykanie, którzy dowiedzieli się, że z tej parafii przyszły Papież pojechał na konklawe. Koniecznie chcieli sfotografować się na tapczanie, na którym spał (stoi u mnie zresztą do dziś). Żartowałem, że będę pobierał za to opłaty. Papież też się śmiał, kiedy mu to opowiedziałem. Kilka lat później, podczas modlitwy "Anioł Pański", staliśmy na placu św. Piotra z wielkim transparentem: "Parafia opatrzności Bożej w Białej pozdrawia". Papież nas zauważył, pozdrowił i dodał: Przez was bym się spóźnił na konklawe.

Pensja Jana Pawła II ...

Uczeń Karola Wojtyły, obecnie rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ksiądz profesor Andrzej Szostek, wspomina, że obecny papież, odkąd został biskupem nie pobierał pensji na KUL-u, ale dzielił ją na stypendia dla studentów. Pobory za miesiące wakacyjne zostawiał do dyspozycji Katedry Etyki. "Jakież było moje zdziwienie, gdy znalazłem nazwisko Wojtyły na liście płac, zawczasu widać przygotowanej, jeszcze w listopadzie 1978 roku. Podwyżki za awans na Stolicę Piotrową wprawdzie nie było, ale studenci i tak się cieszyli, bo na papieską pensję już nie liczyli".

Prowiant... kiełbasa

Na kajakach byłem kilkakrotnie, były to wspaniałe wakacje, obfitujące w przeżycia, których nie zapomnę. Najbardziej pamiętam ostatnie chwile oczekiwania na przyjazd Wujka, niezwykłe napięcie ostatnich godzin przed pojawieniem się samochodu, prowadzonego przez pana Muchę. Pamiętam ten raz, kiedy podczas wypakowywania Wujkowego bagażu okazało się, że spora ilość kiełbasy, w którą zaopatrzyły Go siostry, nie dotrwała w świeżości. Następnym razem siostry zawinęły kiełbasę w liście (pokrzywy?), które pomogły jej zachować "jadalność".

Datek na mieszkanie

Szukałyśmy wszędzie pieniędzy na mieszkanie kwaterunkowe. Poszłam po ratunek na Kanoniczną do Wujka, który bardzo się przejął, ale powiedział: "Marysiu, nie mam pieniędzy. "Przyjdź jutro". Gdy przyszłam następnego dnia, Wujek z kieszeni sutanny wydłubał pieniądze (chyba gdzieś pożyczone) i zatroskanym głosem powiedział: "Żeby was tylko Marysiu, nie oszukali. Żeby was nie oszukali" i pobłogosławił mnie.

Bal dla akademiczek

W ostatnią sobotę karnawału 1952 roku, odbył się w internacie sióstr nazaretanek przy ul. Warszawskiej 13, bal dla akademiczek. Do tradycyjnego poloneza, którym schodziliśmy do refektarza na kolację, dla jednej dziewczyny zabrakło pary. Wtedy Wujek (w sutannie!) podał jej dłoń i zeszli krokiem poloneza do podziemia, gdzie mieścił się refektarz.

Tylko Karol Wojtyła mógłby...

Francuski kardynał Paul Poupard, przewodniczący Papieskiej Rady Kultury, przyniósł na początku tego roku Ojcu Świętemu nowe wydanie "Wielkiego słownika religii". Jest tam również hasło poświęcone filozofii Karola Wojtyły. Francuski kardynał powiedział: "Ojcze Święty, to bardzo niebezpieczne dla kardynała odpowiadać za publikację, w której jest hasło Wojtyła". Jan Paweł II spojrzał na kardynała i powiedział uspokajająco: "Tylko Karol Wojtyła mógłby".

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości

Pierwszej wizycie Papieża w RFN towarzyszyła fatalna, deszczowa pogoda. Ojciec Święty nawiązał do tego faktu w wysłanym z Watykanu telegramie do kardynała Josepha Höffnera, przewodniczącego Niemieckiej Konferencji Biskupów. Zacytował w nim następujący fragment "Pieśni nad pieśniami": "Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości".

Otyły biskup

Ojciec Święty zauważył, że jeden z biskupów przytył od ostatniego z nim spotkania. "Czy twoja diecezja powiększa się?" - zapytał Papież. "Tak, powiększają się parafie" - odparł hierarcha. "Podobnie jak biskup" - ocenił Papież.